poniedziałek, 25 stycznia 2016

Wizyta w Krakowie

Zbyt szybko zleciał ten długi weekend w Krakowie, co zresztą nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, bo za każdym razem jest tak samo. Za każdym razem niepostrzeżenie uciekają minuty, godziny, dni. Za każdym razem żegnamy się, choć dopiero co witaliśmy się. Ale za każdym razem również wiemy, że spotkamy się ponownie. Gdybym miała teraz powiedzieć, co jest największą zaletą blogowania to zdecydowanie są to ludzie, którzy tworzą to miejsce. I możecie mi cholernie zazdrościć, że miałam okazję ich poznać i mam 'przywilej' utrzymywać z nimi kontakt. 

Zdjęcia są, jakie są, światło nie zawsze chciało współdziałać, ale już się tym nie przejmuję, bo wyznaję wyższość wspomnień nad ich pięknym odzwierciedlaniem.

tapioka (której prawie tu nie widać) jedzona po raz pierwszy i na pewno nie ostatni - przyjemne zaskoczenie i być może alternatywa dla owsianki

granat, obrany przez Zuzą, która okazała się nadzwyczaj zręczna we wszystkich 'ręcznych' zadaniach

pomelo, również obrane przez Zuzę

pieczone buraki a w tle pieczona kapusta włoska, odkrycie za które ogromnie dziękuję Weronice

Tośka, nieznośny i energiczny towarzysz

a tu wydaje się taka niewinna

przytulny i dobrze zaopatrzony sklep ekologiczny, gdzie zaopatrzyłyśmy się w przyprawy, a także mleko kokosowo-ryżowe i prażone migdały z tymiankiem

wyżej wspomniane migdały


kawa w kawiarni Karma, bardzo polecam Etiopię

co robią kulinarne blogerki? przeglądają kukbuka

jak zwykle piękny Kraków

choć trochę mroźno było, trzeba przyznać

na szczęście świeciło słońce

ale i tak chodziłyśmy wiecznie opatulone szalikami

nie pamiętam, ile kaw wypiłyśmy, ale w dziesiątkach na pewno można je liczyć; tutaj Wesoła Cafe, również polecamy

i tym sposobem dochodzimy do naszego lekkiego rozczarowania.. mianowicie Pod Norenami, na które szykowałyśmy się od dłuższego czasu zaskoczyło nas zbyt słonym tofu (jak to Weronika stwierdziła, musiała ratować się ryżem)..

i przeciętnie dobrymi warzywami w sosie słodko-kwaśnym; być może był to po prostu nasz kiepski wybór, ale jakby to powiedzieć.. jedzenie tyłka nam nie urwało; ale jeśli będę jeszcze w Krakowie to dam Pod Norenami jeszcze jedną szansę i wezmę curry, bo aż mi się wierzyć nie chce, że restauracja, którą wszyscy się tak zachwycają, może serwować tak przeciętne dania - więc do następnego razu ;)

8 komentarze:

  1. piękne zdjęcia, co od nich chcesz?! a do Pod Norenami sama się wybiorę, dalej kusi mnie ta restauracja mimo wysokich cen :)
    Eskimosy Wy moje <3

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny wypad w Krakowskie strony : ) a na tapiokę od dawna mam ochotę ! trzeba w koncu sporóbowac : )

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że chociaż Ty zajęłaś się pstrykaniem zdjęć do relacji, są piękne i przywodzą na myśl wspomnienia :) A na curry chętnie wybiorę się z Tobą :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to następnym razem i ja się dołączę :D a zdjęcia Kasia jak zwykle świetne, więc nie wiem co tam marudzisz! a najważniejsze to to, że bawiłyście się razem świetnie :)

      Usuń
  4. Ej, ej co ty mi tu marudzisz, że zdjęcia brzydkie, przecież one są PIĘKNE :*

    Dziękuję jeszcze raz za ten najlepszy jak dotąd weekend w tym roku i do zobaczenia na kolejnym spotkaniu, oby jak najszybciej :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zwykle umiesz tak idealnie ująć chwile zdjęcia, że zastanawiam się jak to w ogóle możliwe :) Gdyby nie te piekielne zaliczenia, to też bym się gdzieś tam przewinęła, haha.
    I wszystko takie znajome, takie kochane, a Tośka najlepsza <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam w tym sklepiku ekologicznym i jest świetny! Również Werka zabrała mnie do karmy, gdzie zjadłam najlepszego marchewkowca <3 Następne spotkanie już musi być wspólne !:*

    OdpowiedzUsuń